Wiedźmin zatrzymał się w karczmie "Pod Krasnoludzkim Toporem", która znana była z oryginalnych gości. Zatrzymywali się tutaj rycerze, włóczędzy, trubadurowie, kapłani, uczeni, kupcy i cała reszta ludzi przejeżdżających traktem. Geralt jadł gorącą zupę i obserwował uważnie grupę wieszczek siedzących nieopodal. Były obwieszone naszyjnikami z kości, koralikami, drewnianymi figurkami i kolorowymi piórkami. Był zmęczony długą drogą i szukaniem pracy. Ostatnio potworów tak jakby ubyło
- Mogę się przysiąść? - Do jego stolika podeszła kobieta w kapturze. Gdy skinął głową usiadła obok niego z dziwnym skrzypieniem. Geralt zmierzył ją spojrzeniem, lecz w półmroku panującym w sali tego nie zauważyła. Po chwili karczmarz przyniósł jej zupę, lecz ona jej nawet nie tknęła.
- Czarny wilk wyje o północy... - Geralt odpowiedział instynktownie, tak jak mu wpajano.
- Gdy czuje oddech śmierci na karku. Jesteś posłanniczką?
- Tak. Wesemir przesyła pozdrowienia. Mówi: Siedliszcze potrzebuje uczniów, użyj Prawa Niespodzianki. Znajdź ucznia i przyprowadź do Twierdzy Wschodniego Morza. Uważaj.
- To wszystko? - Posłanniczka potwierdziła. Geralt wyciągnął dłoń w jej strony i wyszeptał
- A wiec zapomnij w imię Cechu Wilka. Kobieta zamrugała parę razy, lecz widać było, że usuwanie wspomnień to dla niej nic nowego. Uśmiechnęła się.
- Przekazałam wiadomość? - Skinął głową. - To dobrze. Mam coś przekazać?
- Nie, nie trzeba. Byłaś u innych? - Spotkałam Coena w Tresengardzie. Nieźle zarobił na żezluzgu.
- A reszta?
- Jeszcze nie. Ale się wybieram. Posłanniczki miały specjalny dar, dzięki któremu znajdywały tego, do kogo miały wiadomość. Cieszyły się powszechnym szacunkiem. - Muszę najpierw odpocząć i nabrać sił. Wiesz, te usuwanie wspomnień... Nie jest zbyt przyjemne. - Skończyła jeść i wstała. Wyszli razem na dwór, wsiadła na konia i wzięła głęboki wdech. - Miło było cie widzieć. Po raz któryś? - Skinął głową, juz trzeci raz tego wieczoru. - Do zobaczenia. - Wyciągnął rękę i uśmiechnął się przepraszająco.
- A więc zapomnij w imię cechu wilka. Kładąc się spać rozmyślał nad losem posłanniczek. Usuwali wiadomości, a potem wspomnienia o spotkaniu. Teoretycznie wystarczyłoby to zrobić tylko raz, przy pożegnaniu, ale tak jest bezpieczniej. Według niego zahacza to o paranoję. Zasnął. Rano zaczął się zastanawiać nad zadaniem. Potrzebuje potwora. Natychmiast. Ale tym razem szczęście się do niego uśmiechnęło.
- Panie wiedźmin! - Karczmarz podszedł do niego. w rękach trzymał dwa kufle piwa. Jeden postawił przed Geraltem. - Pijcie, nie będziemy gadać na suche gardło. Jest sprawa, mam mało klientów. Te paskudne wieszczki rozpuściły plotkę, że na trakcie panoszy się szyszymora. Wątpię czy to prawda, ale one zawsze chcą być uważane za mądrzejsze od innych. To inną drogą. Wielu uwierzyło i teraz większość jeździ Szlakiem Północnym. Tylko jak się komuś spieszy to tędy. Ja dobrze zapłacę, tylko niech pan ukatrupi bestię. Idealnie. Wracający do domów ojcowie byli jakby zrządzeniem losu. Jakby przeznaczenie chciało mu pomóc w znalezieniu chłopca.
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 25 października 2013
niedziela, 29 września 2013
podstęp
Jaskier wrócił ledwo trzymając się na nogach. Ledwo zarejestrował fakt, że jego przyjaciel już wrócił i śpi jak zabity. Sam padł na posłanie ze słomy i przestał myśleć o czymkolwiek. Geraltowi śniła się piękność o kruczoczarnych włosach, Yennefer, bo to była ona, stała nad brzegiem morza. Znał te okolice, to Wyspy Skeillige, część Cintry. Wiatr poruszał jej niesfornymi kosmykami, które oplatały jej idealną twarz. Czarne oczy jak zawsze były zimne, przywodziły na myśl drzwi, których się nie powinno otwierać. W pewnej chwili podbiegła do niej dziewczynka, najwyżej dziesięcioletnia. Miała jasne włosy o niespotykanym odcieniu i wielkie, zielone oczy. Powoli, jakby niepewnie przytuliła się do czarodziejki i wyszeptała:
- Ale pani będzie ze mną, pani Yennefer, nie zniknie pani? Tak jak oni...- Zapatrzyła się smutno w wodę.
- Oczywiście, Niespodzianko. Muszę tylko coś załatwić, a potem się spotkamu. A na razie idź do wujka Craicha, razem pojedziecie do Cintry.
- Ale ja nie chcę! Chcę być z panią, pani Yennefer. Ja... ja się boję wracać. Tam będzie zło, czuję to.
- Ależ się niczym nie martw. Twoja babcia, Calanthe, nie bez powodu jest nazywana Lwicą Północy. Będziesz u niej bezpieczna.
- Dobrze pani Yennefer. Pewnie po prostu jestem zmęczona i plotę bzdury. Czarodziejka uścisnęła rękę dziewczynki, po czym w nagłym odruchu czułości przygarnęła ją do siebie i pogłaskała pieszczotliwie po włosach. Wiedźmin obudził się. Ten sen był dziwny, a przy tym taki realistyczny. Pomyślał, że to pewnie przez eliksiry i wpływ tego dziwnego miasta. Położył się na drugim boku i zasnął, tym razem już bez snów.
Rankiem rozstał się z Jaskrem na rozstaju dróg i odjechał w kierunku Zarzecza. Płotka po pobycie w stajni tęskniła za pustą przestrzenią i szła raźno. Geralt pomyślał z rozbawieniem, że gdyby mogła to pewnie by jeszce pogwizdywała. On nie miał takiego zwyczaju, ale też miał uczucie, jakby zwolniono go z kajdan. Myślał jasno i porzucił te ponure rozmyślania o swojej samotności. Miał przecież Jaskra, który znał go jak zły szeląg i potrafił przebić się przez jego maskę obojętności. Miał też Wesemira, przybranego ojca z Kaer Morhen, który tam mieszkał i każdej jesieni wyczekiwał powrotu swoich wychowanków. Chociaż zostało ich zaledwie paru. Tych, którzy uniknęli Rzezi tylko dlatego, że nie było ich wówczas w Siedliszczu. Brak nowych wiedźminów. Biały Wilk był jednym z ostatnich.
- Ale pani będzie ze mną, pani Yennefer, nie zniknie pani? Tak jak oni...- Zapatrzyła się smutno w wodę.
- Oczywiście, Niespodzianko. Muszę tylko coś załatwić, a potem się spotkamu. A na razie idź do wujka Craicha, razem pojedziecie do Cintry.
- Ale ja nie chcę! Chcę być z panią, pani Yennefer. Ja... ja się boję wracać. Tam będzie zło, czuję to.
- Ależ się niczym nie martw. Twoja babcia, Calanthe, nie bez powodu jest nazywana Lwicą Północy. Będziesz u niej bezpieczna.
- Dobrze pani Yennefer. Pewnie po prostu jestem zmęczona i plotę bzdury. Czarodziejka uścisnęła rękę dziewczynki, po czym w nagłym odruchu czułości przygarnęła ją do siebie i pogłaskała pieszczotliwie po włosach. Wiedźmin obudził się. Ten sen był dziwny, a przy tym taki realistyczny. Pomyślał, że to pewnie przez eliksiry i wpływ tego dziwnego miasta. Położył się na drugim boku i zasnął, tym razem już bez snów.
Rankiem rozstał się z Jaskrem na rozstaju dróg i odjechał w kierunku Zarzecza. Płotka po pobycie w stajni tęskniła za pustą przestrzenią i szła raźno. Geralt pomyślał z rozbawieniem, że gdyby mogła to pewnie by jeszce pogwizdywała. On nie miał takiego zwyczaju, ale też miał uczucie, jakby zwolniono go z kajdan. Myślał jasno i porzucił te ponure rozmyślania o swojej samotności. Miał przecież Jaskra, który znał go jak zły szeląg i potrafił przebić się przez jego maskę obojętności. Miał też Wesemira, przybranego ojca z Kaer Morhen, który tam mieszkał i każdej jesieni wyczekiwał powrotu swoich wychowanków. Chociaż zostało ich zaledwie paru. Tych, którzy uniknęli Rzezi tylko dlatego, że nie było ich wówczas w Siedliszczu. Brak nowych wiedźminów. Biały Wilk był jednym z ostatnich.
sobota, 28 września 2013
pełnia
Szybko. Eliksiry. Miecze. Rękawice ze srebrnymi ćwiekami. Łańcuch. Sztylety. Kolce. Wszystko musi być gotowe. Na walkę z bestią. Geralt nie lubił walczyć z wilkołakami. Przecież to są nadal ludzie. Przynajmniej po części. Walka z wilkołakami napawała go wstrętem do samego siebie, nienawidził kodeksu, nienawidził klątwy, a najbardziej z tego nienawidził oczekiwania. Bo to było najgorsze. To uczucie, gdy eliksiry powoli usidlają jego zmysły, niepewność, czy jeszcze zobaczy słońce, czy wróci. Ale w sumie, gdzie miałby wracać? Do Kaer Morhen, ponurego zamku otoczonego murem z kości jego braci? Do kogo? Nie miał rodziny. Do Yennefer? To zakończony epizod jego długiego życia. Nie, teraz musi się skupić, czeka go starcie z potworem. Trawy wypaliły z niego emocje, on się nad sobą nie użala. Nie tęskni.
Wypił starannie odmierzoną ilość eliksiru. Jego źrenice zamieniły się w szparki, jak u kota, skóra stała się prawie tak blada jak jego włosy, wyczulone zmysły jeszcze bardziej się wyostrzyły. Wstał i wyszedł na ulicę. Domy były ciche, zamknięte i obwieszone czosnkiem. Geralt uśmiechnął się z politowaniem na te ludowe przesądy, równie dobrze można przyczepiać na framugach spleśniałą kapustę. Zaczął krążyć po ulicach wcale się nie kryjąc. Czuł, jak adrenalina wspomaga działanie eliksirów czyniąc z niego maszynę do zabijania.
Ze strony placu rozległo się przeciągłe, rozpaczliwe wycie. Bestia była wściekła, jej żółte, przekrwione oczy utkwiła w wiedźminie. Skoczyła. Geralt był przygotowany, odskoczył. W następnej sekundzie ściskał oburącz srebrny miecz pokryty runami w Starszej Mowie. Odebrał energię kolejnego uderzenia, zrobił półpiruet i zaatakował. Ciął na odlew w ramię. Bestia zawyła z bólu i rzuciła się na niego, wytrącając mu miecz z ręki. Wbiła mu pazury między żebra, ale w ferworze walki on nawet tego nie zauważył, uderzył pięścią w rękawicy między oczy. Podciął nogi przeciwnika zwalając go na ziemię. Złożył palce w znak Aard i wymierzył w potwora. Wilkołak uderzył w ścianę domu. Geralt doskoczył i wyciągnął sztylet z cholewy buta. Wymierzył w serce. Pchnął. Potwór zaczął się zmieniać, przybierać ludzkie kształty. Tylko oczy pozostały wilcze. Przepełnione żądzą krwi.
Świtem poszedł do zamku spotkać się z księciem. Przez plecy miał przerzucony worek. Był opatrzony, ale nadal się krzywił. Eliksiry przetały działać, więc był przemęczony i rozdrażniony. Władca zajrzał do worka z obrzydzeniem po czym kazał straży to spalić. Zapłacił nie pytając o nic i pożegnał się. Zbyt szybko, pomyślał Geralt. Wyszedł i udał się do Jaskra. Nie było go, więc Geralt mógł iść spać. Pewnie jest u którejś z tak zwanych "przyjaciółek", pomyślał wiedźmin z rozbawieniem, zamykając oczy.
Wypił starannie odmierzoną ilość eliksiru. Jego źrenice zamieniły się w szparki, jak u kota, skóra stała się prawie tak blada jak jego włosy, wyczulone zmysły jeszcze bardziej się wyostrzyły. Wstał i wyszedł na ulicę. Domy były ciche, zamknięte i obwieszone czosnkiem. Geralt uśmiechnął się z politowaniem na te ludowe przesądy, równie dobrze można przyczepiać na framugach spleśniałą kapustę. Zaczął krążyć po ulicach wcale się nie kryjąc. Czuł, jak adrenalina wspomaga działanie eliksirów czyniąc z niego maszynę do zabijania.
Ze strony placu rozległo się przeciągłe, rozpaczliwe wycie. Bestia była wściekła, jej żółte, przekrwione oczy utkwiła w wiedźminie. Skoczyła. Geralt był przygotowany, odskoczył. W następnej sekundzie ściskał oburącz srebrny miecz pokryty runami w Starszej Mowie. Odebrał energię kolejnego uderzenia, zrobił półpiruet i zaatakował. Ciął na odlew w ramię. Bestia zawyła z bólu i rzuciła się na niego, wytrącając mu miecz z ręki. Wbiła mu pazury między żebra, ale w ferworze walki on nawet tego nie zauważył, uderzył pięścią w rękawicy między oczy. Podciął nogi przeciwnika zwalając go na ziemię. Złożył palce w znak Aard i wymierzył w potwora. Wilkołak uderzył w ścianę domu. Geralt doskoczył i wyciągnął sztylet z cholewy buta. Wymierzył w serce. Pchnął. Potwór zaczął się zmieniać, przybierać ludzkie kształty. Tylko oczy pozostały wilcze. Przepełnione żądzą krwi.
Świtem poszedł do zamku spotkać się z księciem. Przez plecy miał przerzucony worek. Był opatrzony, ale nadal się krzywił. Eliksiry przetały działać, więc był przemęczony i rozdrażniony. Władca zajrzał do worka z obrzydzeniem po czym kazał straży to spalić. Zapłacił nie pytając o nic i pożegnał się. Zbyt szybko, pomyślał Geralt. Wyszedł i udał się do Jaskra. Nie było go, więc Geralt mógł iść spać. Pewnie jest u którejś z tak zwanych "przyjaciółek", pomyślał wiedźmin z rozbawieniem, zamykając oczy.
poniedziałek, 9 września 2013
Dostałam nominację do Liebster Award od http://milosctosamobojstwo.blog.pl/. Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
1. Co sprawia Ci przyjemność?
Jazda na rolkach, czytanie, cisza, koszykówka. Długo by wymieniać.
2. Co jest ważniejsze cisza i spokój, czy też hałas i adrenalina?
Zależy od humoru.
3. Tolerujesz homo seksualność?
Moim zdaniem ludzie maja prawo do wolności.
4. Najlepszy Twoim zdaniem gatunek filmowy?
Filmy akcji.
5. Oddałbyś/oddałabyś swoje życie, za życie obcych Ci ludzi?
Nie mam pojęcia, ale życie obcych ludzi jest tyle samo warte co innych.
6. Masz potężną moc. Co z nią robisz?
Zależy jaka. Fajnie by było sobie polatać.
7. Stajesz przed wyborem przyszłości masz 3 pary drzwi. Pierwsze to Nieustraszoność, czyli wieczna walka. Drugie Serdeczność, czyli życie w pokoju i harmonii. Trzecie to Altruizm, czyli poświęcenie swojego „Ja” dla innych. Które wybierasz?
Altruizm, bo aby sie poświęcić trzeba być przygotowanym na walkę. No i podobno pomaga uzyskać harmonię.
8. Co myślisz o stronach takich jak Facebook, Tweeter, Fotoblog i tym podobnych?
Trzeba umieć z nich korzystać.
9. Która strona Ciebie dominuje dobra czy zła?
Nie mnie to oceniać, ale dobra.
10. Najlepsza pierwsza randka to bycie ciągle w ruchu z adrenaliną czy kolacja i brak adrenaliny?
Adrenalina. Zdecydowanie.
11. Czy te pytania tylko mi wydają się głupie?
W porównaniu do moich odpowiedzi nie. :)
Moje pytania:
1. Kiedy czujesz, że żyjesz?
2. Co lubisz robić w sobotę?
3. Jak poprawiasz sobie humor?
4. Ulubiony sport?
5. Masz dystans do siebie?
6. Dzień czy noc?
7. Ulubiona muzyka?
8. Lubisz tańczyć?
9. Ulubiony przedmiot w szkole?
10. Umiesz gotować?
11. Oglądałeś/łaś Transformersów?
poniedziałek, 15 lipca 2013
Bestia
Geralta zmroziło. Rozejrzał się jeszcze raz, lecz tym razem cienie już były. Chociaż miejsce nadal było dziwne. Szybkim krokiem wrócił do swojej komnaty w zamku i wyjął spod łóżka kuferek z eliksirami. Wziął największy flakonik wypełniony przezroczystym płynem i pociągnął zdrowy łyk, po czym Postanowił zobaczyć, co robi Jaskier. Gdy zbliżył się do placu drogę zagrodził mu tłum śmiejących się i krzyczących ludzi. Przepchnął się i stanął jak wryty. Jego przyjaciel opierał się o ścianę jakiegoś budynku, rzucał przerażone spojrzenia na wszystkie strony. Machał przy tym rękami jak opętany i starał się zasłaniać, lecz mu to nie wychodziło. Raz po raz otrzymywał potężny cios patelnią od wściekłej kobiety w chustce na głowie.
- Nie twarz, tylko nie w moją piękną twarz!
- Było... trzymać... swoje... wstrętne... łapy... z... dala... od... mojej... córki!- Po każdym słowie następowało uderzenie.
- Geralt, cepie jeden, ratuj!
- No moze jeszcze chwilę poczekam, popatrzę.
- Au!!! Co pani?!- W tej chwili kobieta zamachnęła się i Jaskier uderzył się głową ścianę po wyjątkowo mocnym uderzeniu.
- No, to cię nauczy zachowywać się jak trzeba.
Tłum zaczął się rozchodzić, więc Geralt wziął Jaskra na ręce i zaniósł do siebie. Wyjął fioletowy eliksir i umoczył w nim czystą szmatkę.
- Masz, przyłóż to sobie do czoła, od razu będzie ci lepiej.
- O nie, ja już wiem, jak działają te twoje mikstury. Wolę nie ryzykować.
- Nie bądź dzieckiem, jak nie chcesz to cię zmuszę.
- Nie odważysz się.- Geralt wyciągnął w jego stronę rękę i Jaskier znieruchomiał, jedynie jego oczy miotały błyskawice. Wiedźmin położył go na łóżku i przyłożył mu szmatkę na czoło. Bard odetchnął głęboko z zadowolenia i spojrzał wyczekująco na przyjaciela. Ten znowu wyciągnął rękę i zwolnił paraliż.
- Dzięki, ale więcej tego nie rób.
- Teraz się kładź i śpij. A jak nie...
- No dobrze, już dobrze, idę.
Geralt wyszedł z pokoju, po czym udał się do księcia. Ten przechadzał się po ogrodzie i wąchał róże, z czego po cichu śmiali się strażnicy.
- Panie, nie znalazłem śladów potwora w Arkadii.
- Ależ jestem pewny, że w tych murach czai się niebezpieczeństwo. Pozwól ze mną.
Udali się do pałacu, a następnie kręconymi schodami do jednej z wież. Na samym szczycie znajdowały się masywne miedziane drzwi z wielką kłódką.
- Słyszysz? Ten człowiek został ugryziony przez bestię zeszłej pełni. Następna będzie za cztery dni.
Zza drzwi dobiegały jęki, drapania, oraz warczenie, które nie było ani zwierzęce, ani ludzkie.
- Panie, to jest...
- Wilkołak.- Książę Arkadii nie wydawał się tym specjalnie poruszony.
- Nie twarz, tylko nie w moją piękną twarz!
- Było... trzymać... swoje... wstrętne... łapy... z... dala... od... mojej... córki!- Po każdym słowie następowało uderzenie.
- Geralt, cepie jeden, ratuj!
- No moze jeszcze chwilę poczekam, popatrzę.
- Au!!! Co pani?!- W tej chwili kobieta zamachnęła się i Jaskier uderzył się głową ścianę po wyjątkowo mocnym uderzeniu.
- No, to cię nauczy zachowywać się jak trzeba.
Tłum zaczął się rozchodzić, więc Geralt wziął Jaskra na ręce i zaniósł do siebie. Wyjął fioletowy eliksir i umoczył w nim czystą szmatkę.
- Masz, przyłóż to sobie do czoła, od razu będzie ci lepiej.
- O nie, ja już wiem, jak działają te twoje mikstury. Wolę nie ryzykować.
- Nie bądź dzieckiem, jak nie chcesz to cię zmuszę.
- Nie odważysz się.- Geralt wyciągnął w jego stronę rękę i Jaskier znieruchomiał, jedynie jego oczy miotały błyskawice. Wiedźmin położył go na łóżku i przyłożył mu szmatkę na czoło. Bard odetchnął głęboko z zadowolenia i spojrzał wyczekująco na przyjaciela. Ten znowu wyciągnął rękę i zwolnił paraliż.
- Dzięki, ale więcej tego nie rób.
- Teraz się kładź i śpij. A jak nie...
- No dobrze, już dobrze, idę.
Geralt wyszedł z pokoju, po czym udał się do księcia. Ten przechadzał się po ogrodzie i wąchał róże, z czego po cichu śmiali się strażnicy.
- Panie, nie znalazłem śladów potwora w Arkadii.
- Ależ jestem pewny, że w tych murach czai się niebezpieczeństwo. Pozwól ze mną.
Udali się do pałacu, a następnie kręconymi schodami do jednej z wież. Na samym szczycie znajdowały się masywne miedziane drzwi z wielką kłódką.
- Słyszysz? Ten człowiek został ugryziony przez bestię zeszłej pełni. Następna będzie za cztery dni.
Zza drzwi dobiegały jęki, drapania, oraz warczenie, które nie było ani zwierzęce, ani ludzkie.
- Panie, to jest...
- Wilkołak.- Książę Arkadii nie wydawał się tym specjalnie poruszony.
czwartek, 27 czerwca 2013
Arkadia
Weszli po schodach do wielkiego pałacu z wieloma basztami i wieżyczkami. Wszystko tu było zrobione z najczystszego białego marmuru, nawet mur wokół zamku, który nie zatrzymały żadnego wroga, oraz posągi wyglądające, jakby miały zaraz wstać ze swoich cokołów. W wysokich oknach znajdowały się witraże przedstawiające rajskie zwierzęta rośliny. Wszystko tutaj było takie piękne, takie idealne, że Geraltowi aż ciężko było uwierzyć, że prawdziwe. Rycerze zatrzymali się przed gobelinem z wizerunkiem króla wyciągającego miecz ze skały. Jaskier przybrał minę człowieka kulturalnego, a Geralt poprawił opaskę podtrzymującą jego śnieżnobiałe włosy. Jednocześnie przekroczyli próg i znaleźli się w komnacie z bursztynu, na której ścianach jakiś artysta ułozył misterne wzory ze szmaragdów. Jedynym meblem był ogromny złoty tron nakryty jedwabnym materiałem. Po chwili dostojnym krokiem wszedł książę i usiadł. Uklęknęli.
- Witaj waleczny Biały Wilku. Nieba przychyliły się ku mym prośbom. Serce me bowiem przyćmiewa troska, me królestwo atakowane jest bowiem przez bestię zmiennokształtną, z płonącymi oczami i szponami ze spiżu...
Jaskier spojrzał na Geralta znacząco, dając wyraźnie do zrozumienia, co myśli o władcy Arkadii.
- A więc, czy zechcesz pozbyć się mego utrapienia i przywrócić spokój i harmonię Arkadii?
- Tak, panie. Kiedy mam zacząć?
- Och, kiedy tylko zechcesz, możesz tu zostać do tego czasu.
Piętnaście minut później Jaskier śpiewał swoją balladę damom dworu, a Geralt przechadzał się po grodzie. Szukał śladów ataków potwora, rannych czy jakichkolwiek zniszczeń, ale nie znalazł. Nadal było tu perfekcyjnie, lecz dręczyło go uczucie, że coś tu nie gra. Kwiaty miały zbyt żywe kolory, ludzie byli zbyt uśmiechnięci, rycerze za eleganccy, a domy zbyt czyste. Wszystko tu było takie chorobliwie perfekcyjne. Ale cóż, trzeba się skupić na pracy. Tylko wciąż coś było nie tak. spojrzał na niebo. Słońce chyliło się powoli ku zachodowi. Przeniósł spojrzenie na idealnie czysty bruk. I zauważył, co jest nie tak. Tu nie ma cieni.
- Witaj waleczny Biały Wilku. Nieba przychyliły się ku mym prośbom. Serce me bowiem przyćmiewa troska, me królestwo atakowane jest bowiem przez bestię zmiennokształtną, z płonącymi oczami i szponami ze spiżu...
Jaskier spojrzał na Geralta znacząco, dając wyraźnie do zrozumienia, co myśli o władcy Arkadii.
- A więc, czy zechcesz pozbyć się mego utrapienia i przywrócić spokój i harmonię Arkadii?
- Tak, panie. Kiedy mam zacząć?
- Och, kiedy tylko zechcesz, możesz tu zostać do tego czasu.
Piętnaście minut później Jaskier śpiewał swoją balladę damom dworu, a Geralt przechadzał się po grodzie. Szukał śladów ataków potwora, rannych czy jakichkolwiek zniszczeń, ale nie znalazł. Nadal było tu perfekcyjnie, lecz dręczyło go uczucie, że coś tu nie gra. Kwiaty miały zbyt żywe kolory, ludzie byli zbyt uśmiechnięci, rycerze za eleganccy, a domy zbyt czyste. Wszystko tu było takie chorobliwie perfekcyjne. Ale cóż, trzeba się skupić na pracy. Tylko wciąż coś było nie tak. spojrzał na niebo. Słońce chyliło się powoli ku zachodowi. Przeniósł spojrzenie na idealnie czysty bruk. I zauważył, co jest nie tak. Tu nie ma cieni.
piątek, 7 czerwca 2013
Ogłoszenie
Rozmawiali długo, nie obyło się bez przykrych słów, lecz doszli w końcu do zgody. To już nie ma sensu. Oni należą do innych światów, które nie mają prawa się spotkać. Więc odchodzą, lecz tym razem oboje. Uścisnęli sobie ręce i odjechali w przeciwne strony. Tak, tak będzie lepiej dla wszystkich. oboje jednak czuli, że blizny na ich sercach nie zagoją się nigdy.
Geralt znalazł Jaskra opartego o pień drzewa i brzdąkającego na swojej lutni.
- A gdzie jest..?
- Daleko stąd. I obyśmy się nigdy nie spotkali.
- Przecież ty sam się oszukujesz, i dobrze o tym wiesz.
- To nie twoja sprawa. Zostaw mnie w spokoju. - Po tych słowach zawrócił na drogę i odjechał stępa.
- Co za inteligentna odpowiedź. Ale dobra, poczekam, aż ci trochę przejdzie, i wtedy sobie pogadamy. - Bard wskoczył na siodło i zaczął gonić Geralta. - Hej, zaczekaj! Gdzie jedziesz?
- Szukam roboty, a ty rób co chcesz.
- To jadę z tobą, a po drodze wstąpimy na jakiś dwór. Zaśpiewam tam moją balladę o ognistej bestii i mężnym rycerzu w srebrnej zbroi na karym rumaku. Potrzebuję jeszcze tylko damy serca, którą będzie mógł czcić i wielbić.
Geralt przestał słuchać jego paplaniny. Dojechali właśnie do rozstaju dróg, gdzie stał słup z ogłoszeniami. W większości były to listy gończe, lecz jeden z pergaminów się wyróżniał. znajdował się na nim dość nieporadny rysunek czarnego, kudłatego stworzenia z czerwonymi oczami i obietnica nagrody za pozbycie się go. Tak. To jego świat. Oczy zaczęły mu się błyszczeć, a jasny cel pozwolił odpocząć myślom.
- Jaskier, mam potwora. - Spiął konia ostrogami i pojechał w prawo.
Gród był otoczony mocną palisadą z kamienia i drewna, w której były żelazne wrota z wizerunkami gryfów. Przy utwardzonych ulicach stały zadbane domy z gankami pełnymi kwiatów. Ludzie byli uśmiechnięci, i co dziwne, nigdzie nie widać było żebraków, ktorych zwykle w miastach pełno. Jaskier posyłał łobuzerskie spojrzenia do młodych dziewcząt, które reagowały na to chichotem. Jedna z nich rzuciła mu dorodne jabłko, a inna kwiat narcyza. Na placu przed zamkiem nie było pręgieża, ani szubienicy, lecz ozdobna fontanna przedstawiająca gryfa. Na spotkanie przybyszów wyszło dwóch rycerzy w czerwonych pelerynach i ze złotymi pasami. Spojrzeli na przewieszony przez plecy miecz Geralta i ze zrozumieniem kiwnęli głowami.
- Waleczny Geralcie z Riwii, książę Arkadii prosi cię i twego przyjaciela do siebie.
Ruszyli.
Geralt znalazł Jaskra opartego o pień drzewa i brzdąkającego na swojej lutni.
- A gdzie jest..?
- Daleko stąd. I obyśmy się nigdy nie spotkali.
- Przecież ty sam się oszukujesz, i dobrze o tym wiesz.
- To nie twoja sprawa. Zostaw mnie w spokoju. - Po tych słowach zawrócił na drogę i odjechał stępa.
- Co za inteligentna odpowiedź. Ale dobra, poczekam, aż ci trochę przejdzie, i wtedy sobie pogadamy. - Bard wskoczył na siodło i zaczął gonić Geralta. - Hej, zaczekaj! Gdzie jedziesz?
- Szukam roboty, a ty rób co chcesz.
- To jadę z tobą, a po drodze wstąpimy na jakiś dwór. Zaśpiewam tam moją balladę o ognistej bestii i mężnym rycerzu w srebrnej zbroi na karym rumaku. Potrzebuję jeszcze tylko damy serca, którą będzie mógł czcić i wielbić.
Geralt przestał słuchać jego paplaniny. Dojechali właśnie do rozstaju dróg, gdzie stał słup z ogłoszeniami. W większości były to listy gończe, lecz jeden z pergaminów się wyróżniał. znajdował się na nim dość nieporadny rysunek czarnego, kudłatego stworzenia z czerwonymi oczami i obietnica nagrody za pozbycie się go. Tak. To jego świat. Oczy zaczęły mu się błyszczeć, a jasny cel pozwolił odpocząć myślom.
- Jaskier, mam potwora. - Spiął konia ostrogami i pojechał w prawo.
Gród był otoczony mocną palisadą z kamienia i drewna, w której były żelazne wrota z wizerunkami gryfów. Przy utwardzonych ulicach stały zadbane domy z gankami pełnymi kwiatów. Ludzie byli uśmiechnięci, i co dziwne, nigdzie nie widać było żebraków, ktorych zwykle w miastach pełno. Jaskier posyłał łobuzerskie spojrzenia do młodych dziewcząt, które reagowały na to chichotem. Jedna z nich rzuciła mu dorodne jabłko, a inna kwiat narcyza. Na placu przed zamkiem nie było pręgieża, ani szubienicy, lecz ozdobna fontanna przedstawiająca gryfa. Na spotkanie przybyszów wyszło dwóch rycerzy w czerwonych pelerynach i ze złotymi pasami. Spojrzeli na przewieszony przez plecy miecz Geralta i ze zrozumieniem kiwnęli głowami.
- Waleczny Geralcie z Riwii, książę Arkadii prosi cię i twego przyjaciela do siebie.
Ruszyli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)